Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse - minirecenzje komiksów z 31.01.18

avalonpulse0.png

W ubiegłą środę dostaliśmy zakończenie serii o przygodach młodej Jean Grey, swojego końca dobiegła też miniseria Phoenix Resurrection. W nowym wydaniu Pulse'a przeczytacie także opinie o kolejnych numerach serii Moon Girl & Devil Dinosaur, Jessica Jones, Tales of Suspense i Old Man Logan.


scenariusz: Tom Taylor
rysunki: Juan Cabal

Krzycer: No proszę, doczekałem się. W finale historii doczekałem się wreszcie czegoś ciekawego. Co różni Orphans of X od Red Right Hand? Praktycznie nic... ale finał historii dobitnie pokazuje, co różni Laurę od Logana. Jeśli spojrzeć na całość historii, to wciąż nie była szczególnie dobra - ale ten finał mi to wynagradza. 

Bla-Bolt: Może to kwestia rysunków, ale Laura wypada tu na coraz starszą. Najpierw postarzyli ją do 20, a teraz prezentuje się jak dojrzała trzydziestka. Takie odczucie. Fajna scena miała być jak wszyscy wysuwają pazury, a tu koszmarny błąd edytorów, bo każda z tych postaci ma inny dźwięk przypisany, a SNIKT! jest zarezerwowany wyłącznie dla Wolverine'a. I wysunęli te pazury tylko po to, żeby je za chwilę schować, żeby nikomu nie zrobić krzywdy. A po chwili identyczna scena ze zbroją. Najpierw X-23 ją zakładała, żeby na następnej stronie ją ściągać. Heh.
 

scenariusz: Dennis Hopeless
rysunki: Victor Ibanez, Alberto Alburqerque

Krzycer: Czyli jednak. Nie powiem, miesiąc temu dałem się nabrać - i to pomimo tego, że miniJean występowała w zapowiedziach Blue na następne pół roku. Ale też metoda jej powrotu jest taka, że raczej nie będzie to coś, co miniJean będzie mogła olać i udawać, że się nie stało (o ile Bunn postanowi pociągnąć wątek). No i podoba mi się wprowadzone tutaj rozróżnienie między miniJean i OG Jean w ramach tego, jak je postrzega Feniks. A poza tym ostatecznie cała historia powrotu Jean, działań Feniksa i roli miniJean układa się w jakąś w miarę konkretną całość, co doceniam. 

scenariusz: Ed Brisson
rysunki: Ibram Roberson

Krzycer: Deodato sobie poszedł i co zostało? Podrzędny komiks o Wolverinie. Oldmanowość tradycyjnie ogranicza się do siwizny - no i do tego, że staruszek ma słabszy czynnik regenerujący. Co z kolei prowadzi do głupotki numeru, bo Mariko stwierdza "Logan, którego znałam, leczył się z najcięższych ran w parę minut". A przecież za Claremonta czynnik regenerujący, owszem, leczył Logana - ale Logan pozostawał śmiertelny, a skutki cięższych walk odczuwał potem przez wiele numerów. Drugą głupotką numeru jest dla mnie to, jak Mariko sama dumnie nazywa się "Scarlet Samurai" - w momencie, gdy jest to tożsamość wymyślona dla niej przez Hand, powinna ją odrzucić. Albo stwierdzić "zrobiliście ze mnie Scarlet Samurai i teraz Scarlet Samurai was zniszczy". Jakkolwiek zareagować na ingerencję Hand w jej ciało i umysł (body and soul... zaczynam lecieć Claremontem), a nie tak bezmyślnie to akceptować. Zresztą w ogóle dawno nie widziałem zmartwychwstania, które tak bardzo by nie obchodziło zmartwychwstałej osoby. 


scenariusz: Matthew Rosenberg
rysunki: Khoi Pham

Krzycer: A propos zmartwychwstań. Stało się. I to w sposób, którego nie oczekiwałem. Jasne, mamienie Jean obietnicami, pokazywanie jej wszystkich zmarłych, których mogłaby wskrzesić (no tak, Jean przegapiła "End of Greys"; ojej) - tego można było się spodziewać. Autentyczne, fizyczne wskrzeszenie Cyclopsa na pięć minut, by dobitnie jej pokazać, co oferuje Feniks - to było bolesne, ale wciąż pozostawało w ramach tego, czego się spodziewałem. 
Ale nie spodziewałem się tego, że gdy przyjdzie co do czego, będzie to komiks o tym, jak Jean zrywa z Feniksem. "It's not you, it's me" i tak dalej. I choć może to brzmieć durnie, i pomysł, by Feniks malał z kadru na kadr w miarę tej rozmowy też może brzmieć durnie, to zostało to tak wykonane, że całkowicie to kupiłem. 
I teraz zastanawiam się tylko, czemu po czymś takim Rosenberg dostaje tylko miniserię, zamiast od razu ongoing. Naprawdę jestem ciekaw, co by zrobił z mutantami, mając do dyspozycji większą objętość. A tymczasem będę czekał na tę mini "New Mutants". (Na marginesie, "Secret Warriors" było o wiele lepsze niż się spodziewałem, a posłowie od Rosenberga w ostatnim numerze było jedną z zabawniejszych rzeczy, które Marvel ostatnio wydał; <zabawniejszą od samego komiksu>). 
Żeby nie było zbyt różowo, bardzo nie podoba mi się decyzja o podzieleniu tego zeszytu między dwóch rysowników. Obaj się sprawdzają, w tym co robią - Bennett świetnie oddaje emocje w finale - ale style jednego i drugiego średnio do siebie pasują.

Bla-Bolt: No i jest, w końcu porządny numer. Po czterech chaotycznych zeszytach o niczym z bezsensownymi mordobiciami i setkami postaci, wreszcie puenta. I to dość przyjemna i zaskakująca. Nie można było tak od razu. Zrobić z tego wydanie specjalne z porządnymi, dopieszczonymi obrazkami, zamiast tej kaszany od dwóch rysowników w pośpiechu. I tylko Cyclopsa żal. Bo miał rację.


scenariusz: Brandon Montclare
rysunki: Natacha Bustos

Rodzyn: Zaskakuje mnie z numeru na numer to, jak przyjemna w lekturze jest ta seria. Czuć, że jej głównymi odbiorcami są raczej młodsi fani bohaterów Marvela, ale przy tym mamy tu kolejną serię, gdzie można zobaczyć Johnny'ego i Bena we wspólnej przygodzie. Do tego sceny z H.E.R.B.I.E. i głową Doombota i mamy zabawny i pełen akcji komiks. Wierzę, że Fantastic Three to tylko przejściowa faza, ale dobrze się to czyta. Do tego miłe dla oka rysunki Natashy Bustos i nic, tylko czekać na kolejyn numer. A tam czeka już Super Skrull i kilka innych niespodzianek.

 

scenariusz: Brian Michael Bendis
rysunki: Michael Gaydos

Rodzyn: Kontynuujemy lekturę dialogu między Jessiką i Purple Manem, który tym razem przejął ciało Captain Marvel. Dokąd zmierza ta rozmowa? Czy Killgrave zmieni się pod wpływem kobiety? U Bendisa nigdy nie wiadomo, jak skończy się jego historia. Jesteśmy coraz bliżej końca, a wciąż dostajemy najlepsze numery od kiedy wrócił on do pisania postaci. Ciekawi mnie, jak rozwiąże się ten wątek, czy Bendis pozostawi scenarzystce inne status quo, czy też przywróci świat Jessiki do jakiejkolwiek normalności? 


scenariusz: Matthew Rosenberg
rysunki: Travel Foreman

Rodzyn: Kto by pomyślał, że jeden z wątków pozostawionych po Secret Empire zmieszany z ideą Marvel Legacy da nam coś tak dobrego. Rosenberg mocniej zaznacza swoją obecność w Marvelu, zdobywa coraz lepsze oceny za swoją pracę, a tutaj pokazuje swoje najlepsze możliwości dotychczas. Paruje Winter Soldiera i Hawkeye'a w pogoni za Black Widow. Pytanie tylko, czy jest to wciąż Natasha, czy też ktoś się pod nią podszywa? Jeden wciąż wierzy, że kobieta żyje, drugi nie widzi na to szans. Te dwa tak odmienne charaktery są jednak zmuszone do współpracy, by poznać prawdę. Tym razem śledzimy historię z perspektywy Bucky'ego, który ciekawie opisuje Clinta i jego zachowanie. Pojawiają się ciekawe występy gościnne, mamy też kilka porządnie ukazanych scen akcji. Dokąd to wszystko zmierza, nie mam pojęcia, ale na ten moment chciałbym, by para bohaterów wraz z tym zespołem twórców miała nieco dłuższe przygody, niż zaplanowane 5 numerów. 

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.